-Poproś, a może będę delikatny.-szepnął mi do ucha oślizgłym głosem. Ślinił się. To było ohydne...! Próbował mnie rozebrać. Odpinał guziki od mojej białej koszuli.
-Daj mi spokój zboczeńcu!-wyglądałam po prostu żałośnie... bluzka była rozpięta, a ja? Nic nie mogłam zrobić.-Odczep się!
Nagle ktoś się pojawił. Uderzył pięścią w brzuch gwałciciela. Następnie skopał go. Oniemiałam. Sparaliżowało mnie zdziwienie. Mężczyzna nie mógł się ruszać z bólu. Wybawca skierował się w moją stronę. Ten ''pan''będąc przede mną podał mi dłoń.
-Teraz to już raczej musisz mówić mi Jonathan.-stwierdził.
Narrator
-W porządku?-Ta...-odpowiedziała zapinając guziki koszuli.-Mógłbyś się tak nie gapić? A poza tym... nie potrzebowałam twojej pomocy...
-Na pewno? Wyglądałaś jakbyś się bała...
-Wydawało Ci się...-odwróciła wzrok i zrobiła grymaśną minę.
-Jesteś ranna. Pokaż...-rzekł Jonathan spoglądając na kolano. Z rany płynęła krew. Spojrzał na nogę z troską. Oczy stały się czerwone. Jade jednak tego nie zauważyła. Przybliżył się i zlizał krew-jak na demona przystało. Nie mógł zabrać jej duszy, ale mógł jej chociaż skosztować... Oniemiał...
Więc tak smakuje dusza, za którą demon pragnie oddać wszystko...?
-Co ty wyprawiasz idioto?!-wykrzyknęła Jade.
-Dasz radę iść?-zapytał jak gdyby nigdy nic.
-Oczywiście, że tak. Nie potrzebuję pomocy od kogoś takiego jak Ty!
Nie zwracając uwagi na słowa dziewczyny, wziął ją na ręce.
-Gdzie mieszkasz?-Jonathan.
Osiemnastolatka szarpała się nie zwracając uwagi na zaistniałe pytanie. Chciała się szybko stąd ulotnić. Po długiej nieudolniej szarpaninie poddała się.
-Tam...-wskazała budynek w którym wynajmowała mieszkanie. Demon tylko się uśmiechnął. Resztę drogi nic nie mówił. Położył ją na łóżku i otulił kocem.-Nie potrzebuję Twojej łaski.-zmarszczyła brwi.
-Nie wiem za co mnie nienawidzisz, ale to chyba ma związek z przeszłością, prawda?
-Nie twój interes.-''osiemnastolatek'' przybliżył się do niej i zaczął bawić się jej włosami. Dla Jade było to irytujące, ale cóż... Była zmęczona...
Chłopak okręcając na palce kosmyki jej długich włosów patrzył z satysfakcją. W jego głowie nadaj obijała się ta sama myśl ''Niesamowita dusza...''.
-Musimy opatrzyć rany. Gdzie masz apteczkę?
-Poradzę sobie sama. Idź sobie.
Chłopak westchnął.
-Nie zostawię Cię z tym samej, rozumiesz?
-W łazience, szafka, druga półka.-zmarszczyła brwi.-Obok szminki. Czarne pudełko.
-Znalazłem:)!-odkrzyknął po dwóch minutach. Na jego twarzy widniał uśmiech. Zrzucił z Jade koc.
Dziewczynie nie było na rękę, że jej gościem jest ktoś do kogo nie żywi szczególnej sympatii. Nie chciała zbędnych pytań, bo po co? ''Narobię sobie tylko wrogów składając doniesienie na policję''.
Zawsze ktoś ją ratował, nadchodząca burza, pies, nawet gałąź spadająca z drzewa; nigdy człowiek
-Często Ci się to zdarza?-przerwał niezręczną ciszę Jonathan opatrując kolano. Demon z trudem powstrzymywał się, aby nie skosztować kolejny raz jej krwi. Te 1299 dusz mógł oddać za tę jedną-idealną, niewinną, a zarazem okrutną. Zastanawiał się co musiała przejść; z reguły tak cenni ludzie musieli przeżyć, więcej niż powinni.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Wpatrywała się w swoją nogę; chłopak właśnie przyklejał opatrunek.
Pierwszy raz ktoś zrobił coś dla niej... Zapatrzyła się. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech-szczery i beztroski, dokładnie taki jak małego dziecka gdy bawi się z rodzicami. Po chwili zobojętnia zdając sobie sprawę z powodu jej radości i kto sprawił, że jej kąciki ust uniosły się ku górze.
Conves zauważył to. Nie znał jej przeszłości, ale zdążył się zorientować, iż nie miała szczęśliwych wspomnień.
Demon popatrzył na nią ze zdumieniem gdy opadała ciałem na łóżko. Dziewczyna momentalnie zasnęła.
Chłopak chwilę wpatrywał się w jej niezmienną minę pogrążoną w błogim, beztroski śnie. Po chwili zmarszczyła zamknięte powieki i zagryzła nerwowo wargi. Skuliła się w kłębek i cicho wyszeptała:
''Dlaczego...? Przecież...''
Demon nie zamierzał się nigdzie wybierać trwał przy dziewczynie cały czas próbując dowiedzieć się czegoś więcej. Taka dusza to rzadkość; nie można jej zmarnować.

