Home Affiliates Pomocne Upiorogacek Follow +

środa, 9 kwietnia 2014

Prolog - Jak to się zaczęło?

    Jade obudził zimny wiatr. Nie miała ochoty wstawać, ale napływające chłodne powietrze z każdą chwilą stawało się coraz bardziej nieznośne.
-Znowu zapomniałam zamknąć okna.-szepnęła wstając i kierując się w stronę szafy z ubraniami. Wciągnęła z niej swój szkolny mundurek i rzuciła na łóżko. Następnie zerknęła kątem oka na zegar wiszący na ścianie, za nią i poszła do łazienki. Wykonała poranną toaletę.

-Portfel... portfel...-powtarzała przeszukując pokój. Okazało się, że leżał w kącie pod torbą. Dziewczyna pośpiesznie zajrzała do środka.-sto złoty... Nie wystarczy.-toczyła monolog marszcząc nerwowo brwi.-Pff, dam sobie radę. Wezmę jeszcze dorywczą pracę i wyjdę na prostą. W najgorszym wypadku pożyczę od kogoś.-ostatnie zdanie wypowiedziała jak najciszej. Sama nawet go nie dosłyszała. Była zawsze dumna. Honor nie pozwalał jej prosić o pomoc kogokolwiek-bez względu na wszystko. Przez te osiemnaście lat nikogo nie potrzebowała, więc i teraz sobie poradzi.

Gotowa wyszła z budynku i  udała się w kierunku liceum.

***

 -Cześć Jade!-rozległy się głosy. Ledwo co przekroczyła próg drzwi wejściowych, a już ją powitano. Osiemnastolatka uśmiechnęła się od niechcenia i ruszyła w stronę klasy. Tam również nikt nie zapomniał jej przywitać. Tym razem tylko westchnęła. Nudziły ją to. Codziennie ten sam scenariusz.
-Co się stało Jade? Zawsze się uśmiecha...-rozległy się szepty.
-Mam po prostu zły dzień.-powiedziała niszcząc wszelkie wątpliwości. Na jej twarzy zagościł lekki, lecz  sztuczny uśmiech.
Usiadła w swojej ławce, po czym wypakowała książki. Pierwszą lekcją miał być angielski. Lubiła go. Zawsze uważała, że znajomość co najmniej jednego języka jest przydatna, więc nie próżnowała na lekcjach.

  Godziny lekcyjne się dłużyły, jednak w końcu nastała przerwa na lunch.
-Hej Jade, zjesz z nami?-podeszły do niej trzy dziewczyny. Osiemnastolatka chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła; kolejne parę osób zbliżyło się do niej. Próbowała się wykręcić tym, iż nie wzięła posiłku, ale  to nie przyniosło efektów-skończyła siedząc na ławce i trzymając w ręce puszkę z colą. Gawędziła z innymi uczennicami. Od niechcenia podtrzymywała rozmowę. Co jakiś czas ktoś się dosiadał i próbował zamienić  z nią choć kilka słów. Jak już wspominałam była lubiana. Wiele osób było wstanie ściągnąć  dla niej gwiazdkę z nieba. Jednak nikt z nich nie pomyślał, że oni nic dla niej nie znaczą.
  Uwagę Jade-dziewczyny, którą nie obchodzi reszta świata przyciągnął chłopak, z wyglądu w jej wieku. Szedł wprost przed siebie, a za nim grupa dziewczyn-widać, że też jest popularny.
Minął ją zerkając kątem oka. Jade widziała jego błyszczące czerwono-krwiste tęczówki. Starała się opanować zdziwienie, była w tym dobra. Sądziła, że jej się wydawało...

***

-Jade, stolik ósmy!
-Już idę!-odkrzyknęła.
Wzięła ze sobą notes, Nie zapomniała również o ołówku.
-Dzień dobry. Co pan sobie życzy?-wypowiedziała stałą formułkę. Mogła się spodziewać odpowiedzi : ''Ciebie'' lub zwykłego zamówienia. Mężczyzna odwrócił się. To był ten sam chłopak...
-Cześć. Nie wiedziałem, że tu pracujesz.-uśmiechnął się. Jego głos był ciepły, aczkolwiek męski. Nie wiele dziewczyn byłoby wstanie oprzeć się tym beztrosko uniesionym kącikom ust do góry i cudownym oczom, ale Jade to nie interesowało, wtedy spojrzała na niego, ponieważ ''jego japa była ciekawa''.
-Znamy się?
-Myślałem, że mnie jakoś kojarzysz. Jestem Jonathan Cloves.
-Aaa, ten playboy...-zaczęła patrzeć na niego spod wilka, już się nie uśmiechała. Wpatrywała się z pogardą, zimnym jak lód wzrokiem.-Co pan zamawia?
-Proszę, mów mi po imieniu.
-Daruję sobie, proszę pana.
-Co jest Jade? Klient proponuje Ci coś nieprzyzwoitego?-wtrąciła się Meggie-dwudziestoletnia pracownica restauracji.
-Ależ skąd. Nie przejmuj się:). Jakbyś mogła obsłużyć TEGO PANA?-wypowiedziała ostatnie dwa słowa głośniej marszcząc brwi.
-Oke-
-Wolałbym, żeby Jade mnie-
-Maggie lepiej się panem zajmie.-zapewniała osiemnastolatka.
-Nalegam.-Jonathan.
-Co pan sobie życzy?-powiedziała. Drgała jej powieka. Nie lubiła takich facetów. No ba, nienawidziła. Nie ważne dlaczego, tak już po prostu było.
-Ile razy mam Cię prosić...? Jestem Jonathan.-wziął kosmyk jej włosów i zaczął je okręcać na palec. Miał zalotny uśmiech, jego śnieżnobiałe zęby lśniły, widać było, że ma delikatne usta. Przybliżał się do niej, z każdą chwilą dystans między nimi stawał się mniejszy. Normalna dziewczyna w takim momencie biorąc pod uwagę jego urok zrobiłaby wszystko, ale nie Jade, ona nie była przeciętna-uderzyła go w twarz.
-Nie lubię playboy'i, nie cierpię, nienawidzę... -po tych słowach odeszła od stolika.
Jonathan wpatrywał się w nią z wytrzeszczonymi oczami. Żadna dziewczyna go tak nie potraktowała, NIGDY, PRZEZ TE 1918 LAT.
Zobaczył jak po 3/4 minutach wybiega. Ruszył za nią myśląc ''szkoda zmarnować taką duszę''.

__________________
No i jest ^^. Mam nadzieję, że się podoba :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz