-Znowu zapomniałam zamknąć okna.-szepnęła wstając i kierując się w
stronę szafy z ubraniami. Wciągnęła z niej swój szkolny mundurek i rzuciła na
łóżko. Następnie zerknęła kątem oka na zegar wiszący na ścianie, za nią i poszła
do łazienki. Wykonała poranną toaletę.
-Portfel... portfel...-powtarzała przeszukując pokój. Okazało się,
że leżał w kącie pod torbą. Dziewczyna pośpiesznie zajrzała do środka.-sto
złoty... Nie wystarczy.-toczyła monolog marszcząc nerwowo brwi.-Pff, dam sobie
radę. Wezmę jeszcze dorywczą pracę i wyjdę na prostą. W najgorszym wypadku
pożyczę od kogoś.-ostatnie zdanie wypowiedziała jak najciszej. Sama nawet go
nie dosłyszała. Była zawsze dumna. Honor nie pozwalał jej prosić o pomoc
kogokolwiek-bez względu na wszystko. Przez te osiemnaście lat nikogo nie
potrzebowała, więc i teraz sobie poradzi.
Gotowa wyszła z budynku i udała się w kierunku liceum.
***
-Cześć Jade!-rozległy się głosy. Ledwo co przekroczyła próg
drzwi wejściowych, a już ją powitano. Osiemnastolatka uśmiechnęła się od
niechcenia i ruszyła w stronę klasy. Tam również nikt nie zapomniał jej
przywitać. Tym razem tylko westchnęła. Nudziły ją to. Codziennie ten sam scenariusz.
-Co się stało Jade? Zawsze się uśmiecha...-rozległy się szepty.
-Mam po prostu zły dzień.-powiedziała niszcząc wszelkie
wątpliwości. Na jej twarzy zagościł lekki, lecz sztuczny uśmiech.
Usiadła w swojej ławce, po czym wypakowała książki. Pierwszą
lekcją miał być angielski. Lubiła go. Zawsze uważała, że znajomość co najmniej
jednego języka jest przydatna, więc nie próżnowała na lekcjach.
Godziny lekcyjne się dłużyły, jednak w końcu nastała
przerwa na lunch.
-Hej Jade, zjesz z nami?-podeszły do niej trzy dziewczyny.
Osiemnastolatka chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła; kolejne parę osób
zbliżyło się do niej. Próbowała się wykręcić tym, iż nie wzięła posiłku, ale
to nie przyniosło efektów-skończyła siedząc na ławce i trzymając w ręce
puszkę z colą. Gawędziła z innymi uczennicami. Od niechcenia podtrzymywała
rozmowę. Co jakiś czas ktoś się dosiadał i próbował zamienić z nią choć
kilka słów. Jak już wspominałam była lubiana. Wiele osób było wstanie ściągnąć
dla niej gwiazdkę z nieba. Jednak nikt z nich nie pomyślał, że oni nic
dla niej nie znaczą.
Uwagę Jade-dziewczyny, którą nie obchodzi reszta świata
przyciągnął chłopak, z wyglądu w jej wieku. Szedł wprost przed siebie, a za nim
grupa dziewczyn-widać, że też jest popularny.
Minął ją zerkając kątem oka. Jade widziała jego błyszczące
czerwono-krwiste tęczówki. Starała się opanować zdziwienie, była w tym dobra.
Sądziła, że jej się wydawało...
***
-Jade, stolik ósmy!
-Już idę!-odkrzyknęła.
Wzięła ze sobą notes, Nie zapomniała również o ołówku.
-Dzień dobry. Co pan sobie życzy?-wypowiedziała stałą formułkę.
Mogła się spodziewać odpowiedzi : ''Ciebie'' lub zwykłego zamówienia. Mężczyzna
odwrócił się. To był ten sam chłopak...
-Cześć. Nie wiedziałem, że tu pracujesz.-uśmiechnął się. Jego głos
był ciepły, aczkolwiek męski. Nie wiele dziewczyn byłoby wstanie oprzeć się tym
beztrosko uniesionym kącikom ust do góry i cudownym oczom, ale Jade to nie
interesowało, wtedy spojrzała na niego, ponieważ ''jego japa była ciekawa''.
-Znamy się?
-Myślałem, że mnie jakoś kojarzysz. Jestem Jonathan Cloves.
-Aaa, ten playboy...-zaczęła patrzeć na niego spod wilka, już się
nie uśmiechała. Wpatrywała się z pogardą, zimnym jak lód wzrokiem.-Co pan
zamawia?
-Proszę, mów mi po imieniu.
-Daruję sobie, proszę pana.
-Co jest Jade? Klient proponuje Ci coś nieprzyzwoitego?-wtrąciła
się Meggie-dwudziestoletnia pracownica restauracji.
-Ależ skąd. Nie przejmuj się:). Jakbyś mogła obsłużyć TEGO
PANA?-wypowiedziała ostatnie dwa słowa głośniej marszcząc brwi.
-Oke-
-Wolałbym, żeby Jade mnie-
-Maggie lepiej się panem zajmie.-zapewniała osiemnastolatka.
-Nalegam.-Jonathan.
-Co pan sobie życzy?-powiedziała. Drgała jej powieka. Nie lubiła
takich facetów. No ba, nienawidziła. Nie ważne dlaczego, tak już po prostu
było.
-Ile razy mam Cię prosić...? Jestem Jonathan.-wziął kosmyk jej włosów
i zaczął je okręcać na palec. Miał zalotny uśmiech, jego śnieżnobiałe zęby
lśniły, widać było, że ma delikatne usta. Przybliżał się do niej, z każdą
chwilą dystans między nimi stawał się mniejszy. Normalna dziewczyna w takim
momencie biorąc pod uwagę jego urok zrobiłaby wszystko, ale nie Jade, ona nie
była przeciętna-uderzyła go w twarz.
-Nie lubię playboy'i, nie cierpię, nienawidzę... -po tych słowach
odeszła od stolika.
Jonathan wpatrywał się w nią z wytrzeszczonymi oczami. Żadna
dziewczyna go tak nie potraktowała, NIGDY, PRZEZ TE 1918 LAT.
Zobaczył jak po 3/4 minutach wybiega. Ruszył za nią myśląc
''szkoda zmarnować taką duszę''.
__________________
No i jest ^^. Mam nadzieję, że się podoba :3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz